Białoruś, Rosja, pieniądze. Kolejna odsłona białorusko-rosyjskiej „współpracy” paliwowej

Od marca 2021 r. zaczął się nowy etap we wzajemnej kooperacji energetycznej pomiędzy Białorusią a Rosją, chociaż bardziej trzeba wskazać, że jest to „książkowy” przykład uzależniania energetycznego Białorusi od „wielkiego brata” ze wschodu. Słowa prezydenta Alaksandra Łukaszenki o zakończeniu eksportu białoruskich paliw przez terminale naftowe państw Unii Europejskiej w końcu nabrały (po kilkumiesięcznych deklaracjach) rzeczywistych kształtów.

Podejmowane działania są efektem białorusko-rosyjskiej umowy międzyrządowej, zawartej w dniu 19 lutego 2021 r. na okres trzech lat. Umowa przewiduje wykorzystanie rosyjskich portów do eksportu białoruskich produktów paliwowych.

Pierwsze ładunki już zostały wyeksportowane – na początku benzyna (terminal w Ust-Ługa), a następnie ciężki olej opałowy (Petersburg). W obu przypadkach nie były to duże ładunki, ale w całym 2021 r. rosyjskie porty mają wyeksportować łączne do 2 mln ton białoruskich produktów. Dodatkowo w kolejnych latach wielkości te będą systematycznie wzrastać do 3,2 mln ton w 2022 r. oraz do 3,1 mln ton w 2023 r. W 2020 r. białoruskie rafinerie jedynie sporadycznie wykorzystywały porty rosyjskie do eksportu swoich produktów (37 tys. ton). Niewątpliwie następuje kolejna faza zacieśniania współpracy energetycznej, na której docelowo najwięcej ma stracić Litwa i terminal naftowy w Kłajpedzie.

Białorusko-rosyjska współpraca paliwowa „przyspiesza”, ale jest to bardziej maraton niż sprint. Kością niezgody były i w praktyce nadal są taryfy kolejowe. Przewidywano, że za dostarczenie produktów będzie odpowiadała firma Atlant, która jednak wycofała się z projektu, wskazując, że taryfy są zbyt niskie (nawet do 17% mniejsze niż średnie ceny w Rosji). Kontrakt został też zaoferowany firmie FGK (Федеральная грузовая компания – spółka z grupy kolei rosyjskich – Российские железные дороги), ale tutaj też problemem pozostawały taryfy. Taka sytuacja pokazuje, że nie do końca jest to dochodowy biznes, a rafinerie muszą szukać oszczędności, aby zrekompensować mniejsze dochody wynikające z planowanego przekierowania eksportu paliw.

Co ważne, wysokie koszty eksportu produktów paliwowych na rynki międzynarodowe poprzez terminale naftowe w Rosji skłoniły Białoruś do kontynuowania współpracy z Łotwą oraz Estonią.

W marcu 2021 r. przewiduje się, że poprzez porty tych dwóch państw (Ryga, Windawa oraz Muuga) zostanie wyeksportowane łącznie 300 tys. ton produktów paliwowych. Pojawiają się sygnały, że paliwa typu benzyna oraz olej napędowy będą eksportowane poprzez terminale naftowe w państwach bałtyckich, a ciężki olej opałowy poprzez rosyjskie porty. Jest to niezwykle istotne z dwóch powodów. Pierwszym jest chęć maksymalizacji zysków ze sprzedaży wysokomarżowych paliw (benzyna, olej napędowy), a lepsze warunki są w tym względzie w państwach UE. Drugi natomiast to oferowanie produktu (ciężki olej opałowy), który w portach rosyjskich jest sprzedawany w dużych ilościach (Rosja jest największym na świecie producentem tego paliwa). Dodatkowo, jeżeli podawane do publicznej wiadomości wolumeny są prawdziwe, to oznacza, że „lwią część” paliw nadal Białoruś będzie eksportować poprzez terminale państw UE.

Oczywiście sytuacja będzie ulegać zmianie, biorąc pod uwagę formułę kontraktu z Rosją (typu bierz lub płać), co naturalnie wymusi na Białorusi potrzebę przekierowania części wytwarzanych paliw. Niemniej każdy rubel białoruski jest dokładnie liczony, więc w tej sytuacji Białoruś chce zarówno „odpłacić’ Rosji za pomoc i wsparcie udzielone po wyborach prezydenckich z 9 sierpnia 2020 r., jak i maksymalizować zyski, eksportując produkty paliwowe po jak najmniejszych kosztach. W tym przypadku zyskiwać na tym będzie Łotwa i Estonia, bowiem Litwa (uwzględniając twarde stanowisko Wilna wobec wydarzeń po wyborach prezydenckich na Białorusi) znajduje się na „czarnej” liście państw, z którymi Białoruś (także pod względem biznesowym) nie chce mieć nic do czynienia. Czas pokaże jak na tym wszystkim wyjdą białoruskie rafinerie, które są nadal na etapie modernizacji, a więc każdy białoruski rubel jest obecnie na „wagę złota”.

Zdjęcie: Reuters

Michał Paszkowski

Autor: Michał Paszkowski

doktor nauk społecznych w zakresie nauk o polityce. Starszy Analityk w Zespole Bałtyckim w Instytucie Europy Środkowej w Lublinie. Autor licznych artykułu naukowych, analiz i ekspertyz z zakresu sektora energetycznego.

Zobacz wszystkie wpisy od Michał Paszkowski → Zobacz całą redakcję portalu →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *