Łukaszenka odesłany do boksu. Na Białorusi hokej to nie tylko sport

Międzynarodowa Federacja Hokeja na Lodzie pozbawiła Białoruś prawa do organizacji Mistrzostw Świata w tym sporcie, które miały się odbyć na przełomie maja i czerwca. Żadne dotychczasowe unijne sankcje nie zabolały Alaksandra Łukaszenki jak ten krok. Żeby to zrozumieć, trzeba sobie zdać sprawę, jak wielkie znaczenie dla Białorusinów i ich autorytarnego prezydenta ma hokej.

Oficjalnie członkowie rady Federacji (IIHF, od International Ice Hockey Federation) podjęli decyzję ze względu na brak możliwości zapewnienia bezpieczeństwa zawodnikom, widzom i sędziom.

– Staraliśmy się działać tak, aby Puchar Świata mógł być narzędziem pojednania, rozwiązywania problemów społeczno-politycznych na Białorusi i znalezienia pozytywnej drogi naprzód – mówił René Fasel, który zajmuje stanowisko prezydenta IIHF od 1994 r. W tym samym roku Alaksandr Łukaszenka został prezydentem Białorusi i od tego czasu nie wypuścił władzy z rąk.

Łukaszenka nie widzi żadnych problemów

Fasel przyjechał do Mińska i spotkał się w tygodniu poprzedzającym decyzję z Łukaszenką. Ten ostatni tłumaczył, że sytuacja epidemiczna na Białorusi jest bardzo dobra, a polityką nie ma co się przejmować. – U nas protestujący i inni niezadowoleni nie szturmują budynków rządowych i Kapitolu, mamy całkiem normalną sytuację z punktu widzenia rozwoju procesów demokratycznych – dodał.

Ten cytat doskonale pokazuje, że Łukaszenka jest całkowicie przekonany o tym, że jego działania są słuszne, a pałowanie nie wykazujących agresji demonstrantów i strzelanie do nich jest uzasadnione koniecznością zachowania porządku i stabilności w państwie. Te dwa pojęcia mają dla niego kluczowe znaczenie, a wszelka zmiana narusza właśnie porządek i stabilność.

Na marginesie, jeżeli już porównywać sytuację na Białorusi ze Stanami Zjednoczonymi, to podczas szturmu Kapitolu w Waszyngtonie 6 stycznia zatrzymano 52 osoby. W czasie stosunkowo niewielkich, całkowicie pokojowych, pozbawionych aktów drobnego choćby wandalizmu manifestacji w Mińsku 6 grudnia zeszłego roku według danych białoruskiego MSW do aresztów trafiło 330 Białorusinów.

O tym, że władze w Mińsku starają się pokazać za wszelką cenę, że sytuacja w kraju jest stabilna, świadczy też kuriozalne oświadczenie białoruskiego komitetu organizującego Mistrzostwa wydane po spotkaniu z Faselem. Mińsk publicznie zapewnia o podstawowych rzeczach: że na Białorusi nie zostanie wyłączony w czasie Mistrzostw internet, a wszyscy dziennikarze dostaną akredytacje. Dostęp do sieci był bowiem przez kilka dni wyłączony po sierpniowych wyborach prezydenckich, a potem regularnie w czasie niedzielnych protestów; akredytacje przestano wydawać tuż przed wyborami, a w październiku wszystkie po prostu anulowano, przez co z kraju wyjechała większość zagranicznych korespondentów.

Mińsk przekonywał, że nie ma żadnych prześladowań politycznych, szczególnie sportowców (tymczasem część z nich straciła miejsca w reprezentacji bądź trafiła do aresztu za wyrażanie sprzeciwu wobec reżimu), trwa dyskusja o nowej konstytucji (przemilczając, że nie są do niej dopuszczani oponenci reżimu), a sprawę współudziału szefa Białoruskiej Federacji Hokeju Dzmitryja Baskawa w zabójstwie aktywisty Ramana Bandarenki bada prokuratura (która oczywiście jest w pełni zależna od Łukaszenki). Ponieważ oficjalnie władze w Mińsku przekonują, że na Białorusi nic nadzwyczajnego się nie dzieje, jeszcze na początku stycznia Łukaszenka starał się pokazać, że ewentualne odwołanie Mistrzostw nie spędza mu snu z powiek. – My tam się nie przejmujemy. Będą, to będą. Nie będzie, to nie będzie. Ale nie ma nawet milimetra podstaw, żeby się nie odbyły. To będzie totalny wstyd – mówił.

Totalny wstyd nastąpił

Do odwołania Mistrzostw jednak doszło w poniedziałek 18 stycznia. Sądząc z ożywionej reakcji białoruskich urzędników i braku reakcji samego Łukaszenki, krok ten bardzo go zabolał. Następnego dnia służba prasowa udostępniała jego zdjęcia spędzającego czas na rąbaniu drewna i kąpieli w przeręblu z okazji święta Chrztu Pańskiego samotnie, w towarzystwie ulubionego szpica, Umki.

„Ta decyzja ma znaczenie czysto polityczne” – grzmiały tymczasem rządowe media. Nie tłumaczyły jednak, że to wina Łukaszenki i brutalnych pacyfikacji, o czym wielokrotnie mówili politycy między innymi z Łotwy, Niemiec czy Finlandii. Ostatecznie też przypomnieli o tym sponsorzy Mistrzostw, tacy jak Škoda, Nivea, czy Liqui Moly, podkreślając, jak ważne są dla nich prawa człowieka. Być może groźba wycofania ich wsparcia przeważyła w czasie podejmowania decyzji przez IIHF. Ani białoruscy urzędnicy, ani państwowe media o tym nie mówiły, podkreślały natomiast, że Białoruś na pewno dałaby sobie radę z przygotowaniem Mistrzostw na najwyższym poziomie, jednak IIHF uległa naciskom politycznym. Nawiasem mówiąc, trudno się nie zgodzić z tą konstatacją – Białoruś na pewno dałaby sobie radę z organizacją zawodów, a przyczyny odwołania były czysto polityczne. Opozycja, Zachód, ci, dla których ważne są prawa człowieka, oceniają ją pozytywnie.

Kropkę nad „i” postawił René Fasel, który dzień po decyzji powiedział w rozmowie z rosyjską agencją RIA Novosti, wpisując się częściowo w narrację Mińska: – Patrząc na to, co się dzieje na Białorusi, rozumieliśmy, że opozycja wykorzysta Mistrzostwa Świata w Mińsku dla swoich celów politycznych i będzie organizować demonstracje. Oczywiście w takiej sytuacji nastąpiłaby reakcja władz. A przecież wszystkim w czasie Mistrzostw trzeba zagwarantować bezpieczeństwo – zaznaczył prezydent IIHF.

W dyskusji często przypominano sytuację z 2014 r. Wtedy też na Białorusi miały się odbyć Mistrzostwa Świata w Hokeju na Lodzie. Wówczas w kraju byli przetrzymywani więźniowie polityczni i trwało prześladowanie wszelkich oponentów Łukaszenki. Prezydent wypuścił jednak większość z nich i zawody ostatecznie się odbyły. Teraz jednak sytuacja jest o wiele poważniejsza – przez areszty przewinęło się kilkadziesiąt tysięcy osób, strzelano do demonstrantów, co najmniej czterech z nich zginęło. Liczba więźniów politycznych powoli dobiega dwustu. Cały świat widział sceny brutalnych pacyfikacji na ulicach Mińska i innych miast. Nie dziwi, że znane marki nie chciały być kojarzone z tego rodzaju wydarzeniami.

Lód najlepszy na wirusa

Żeby zrozumieć, czym jest hokej na Białorusi, wystarczy sobie przypomnieć liczne wywiady, których Alaksandr Łukaszenka udzielał na „arenach lodowych”, które pobudował w miastach i miasteczkach w całym kraju. W jednej z ostatnich rozmów, z dziennikarką telewizji Rossija 1, zapewnia, że trenuje co najmniej trzy razy w tygodniu. Sam ma własną drużynę, która regularnie wygrywa w odbywającym się od 2005 r. Bożonarodzeniowym Turnieju Prezydenckim. Łukaszenka (który gra z numerem 01 albo 99) przegrał tylko trzy razy, w latach 2007, 2011 i 2015, gdy wygrywali Rosjanie. Sukcesy prezydenckiego zespołu nie dziwią, grają w nim byli i obecni reprezentanci Białorusi, którzy konkurują z amatorami.

W zeszłym roku turniej się nie odbył ze względu na „rozpowszechnienie infekcji wirusowych”, jak głosił oficjalny komunikat. A jeszcze na wiosnę Łukaszenka zapewniał, też na jednym z lodowisk, reporterkę państwowej telewizji ONT, że wirusa nie ma. – Ty go widzisz? Nie! Tu nie ma żadnych wirusów. To lodowisko, najzdrowsze miejsce! Od sportu lepszy jest tylko lód. To lek antywirusowy, najprawdziwszy – mówił wówczas.

Nawiasem mówiąc, traktowanie zwykłych Białorusinów jak idiotów, którym można mówić, że koronawirusa leczy wódka, traktor i hokej, było jedną z przyczyn spadku poparcia dla Łukaszenki przed sierpniowymi wyborami prezydenckimi.

Hokej jako ideologia państwowa

Jeszcze w 2017 r. ówczesna szefowa gabinetu prezydenta, a obecna przewodnicząca Rady Republiki (izby wyższej parlamentu), Natala Kaczanawa, uznawana za najbliższą współpracowniczkę Łukaszenki, podkreślała, jak wiele hokej znaczy w życiu Białorusinów. – Widzicie, jak wiele uwagi prezydent udziela sportowi, a szczególnie hokejowi. To ideologia. To może zjednoczyć naród – mówiła.

Słowo „ideologia” nie jest przypadkowe. W białoruskich zakładach pracy wciąż są obecni ideologowie, którzy zajmują się organizacją świąt państwowych i kontrolą poglądów pracowników. W modelu państwa białoruskiego przeniesionym z czasów radzieckich sport odgrywa bardzo ważną rolę. Dla osób pokroju Kaczanawej czy Łukaszenki człowiek pracujący (robotnik, przedstawiciel inteligencji) ma pracować, zarabiać (coraz częściej na minimalnym poziomie), dbać o swoje ciało i zdrowie oraz od czasu do czasu się rozerwać (jak mówią Białorusini, „mieć na czarkę i skwarkę”). Obywatel nie powinien potrzebować więcej. Słychać to w nieoficjalnych nagraniach ze spotkań przewodniczącej parlamentu z kolektywami zakładów pracy i uczelni, które odbywały się po brutalnych pacyfikacjach na ulicach Mińska. – Uczycie się, kończycie uczelnię, nie macie pracy? Nie macie się gdzie realizować? – pytała studentów na jednym z nich.

Łukaszenka stracił nie tylko zawody. Sam jest formalnie także prezydentem Narodowego Komitetu Olimpijskiego, a jego zastępcą – jego syn Wiktar. Międzynarodowy Komitet Olimpijski odsunął ich od udziału w igrzyskach. Oznacza to, że Łukaszenka nie będzie mógł już pouczać hokeistów, jak mają grać, tak jak to było w 2010 r. w czasie igrzysk w Vancouver po niezbyt udanych występach reprezentacji. – Bierzesz krążek, popchniesz go nogą, łyżwą, głową, ręką, czym się da, wepchniesz do bramki, a potem już się orientuj – mówił. Po decyzji MKOl Łukaszenka starał się pokazać – podobnie jak obecnie – że jest ona mu obojętna, ponieważ i tak od 25 lat „nie brał udziału w tych imprezach”. Co zresztą okazało się niezgodne z prawdą, bo np. w 2008 r. był w Pekinie.

Co więcej, MKOl wstrzymał też finansowanie Narodowego Komitetu Olimpijskiego Białorusi. Pieniądze na przygotowania olimpijskie są teraz wypłacane bezpośrednio sportowcom z pominięciem białoruskich urzędników. To też istotny krok, wielu sportowców, którzy otwarcie występują przeciwko reżimowi Alaksandra Łukaszenki, jest bowiem usuwanych z reprezentacji. Niektórzy trafili do aresztów i więzień. 1,5 tysiąca z nich podpisało list z żądaniem wstrzymania przemocy i przeprowadzenia powtórnych, uczciwych wyborów.

Co będzie dalej?

Oponenci Łukaszenki, w tym liderka białoruskiej opozycji Swiatłana Cichanouskaja, wyrazili zadowolenie z tego, że Mistrzostwa nie odbędą się w Mińsku. – To zwycięstwo każdego Białorusina, który wie, że hokej to gra, a Białorusini nie mają zamiaru grać z przestępcami. To jest nasze wspólne zwycięstwo – powiedziała.

Cichanouskaja, a już na pewno jej doradcy, zdają sobie sprawę, że zabranie Łukaszence Mistrzostw to jak zabranie dziecku ulubionej zabawki. I jeśli nawet teraz głośno z tego powodu nie płacze, to na pewno tłumi żal za to, co się stało. Ten żal może się przerodzić w agresję wobec politycznych oponentów. Teraz Łukaszenkę już nic nie będzie powstrzymywać. Po co ma dbać o jakiekolwiek oznaki przyzwoitości, jeśli nie ma nic do stracenia?

Na arenie międzynarodowej, jak mówił we wspomnianym wywiadzie dla telewizji Rossija 1, ma właściwie jedynego przyjaciela, Władimira Putina (po czym wymienił całą listę żalów do Moskwy). Na Białorusi pozostają mu tylko wierne organy ścigania i osoby w rodzaju Dzmitryja Baskawa. Alaksandr Łukaszenka nie ustępuje ani na milimetr i nie porzuca swoich. Nikogo nie zdymisjonował, nikogo nie odsunął od władzy. Po decyzji IIHF nie zrobi tego tym bardziej. Nadal będzie się trzymał swojej wiernej gwardii.

Autor: Piotr Pogorzelski, źródło: Nowa Europa Wschodnia

Zdjęcie: Shutterstock

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *