Ukraina wobec Łukaszenki. Czy jest możliwa odwilż?

W ciągu ostatniego roku reakcje władz ukraińskich na represje reżimu Alaksandra Łukaszenki na Białorusi były mocno uzależnione od pewnych konkretnych przypadków, które albo bezpośrednio dotyczyły interesu Ukrainy, albo zdobyły szeroki rozgłos i wywołały reakcje państw europejskich. Takie wydarzenia – katalizatory stanowczej ukraińskiej odpowiedzi na zachowanie reżimu Łukaszenki – były właściwie dwa. Pierwsze – to wydanie Rosji walczących w Donbasie „wagnerowców”, zatrzymanych wcześniej na Białorusi. Odbyło się to 14 sierpnia 2020, czyli 5 dni po „wyborach” i pierwszej fali masowych represji wobec białoruskiego społeczeństwa. Ale dopiero po wydaniu „wagnerowców” ukraińskie władze na poziomie rządu, prezydenta i nieco później parlamentu, nie uznały oficjalnych wyników wyborów oraz wsparły społeczeństwo obywatelskie na Białorusi. Po tym zaczął się okres, w którym władze ukraińskie rozdzielały stosunki polityczne z Białorusią od współpracy gospodarczej.

Przedstawiciele Ukrainy mówili wprost, że kryzys w stosunkach politycznych nie musi mieć wpływu na stosunki gospodarcze.

Dlatego import prądu z białoruskiej elektrowni, współpraca ukraińskich przedsiębiorstw państwowych itd. nadal trwała, mimo krytycznych głosów ze strony białoruskich sił demokratycznych oracz części społeczeństwa i polityków wewnątrz Ukrainy.

Drugim przełomowym wydarzeniem stało się porwanie w maju 2021 roku samolotu Ryanair z Ramanem Pratasiewiczem na pokładzie. Po tym wydarzeniu Ukraina zawiesiła loty do i z Białorusi, zamknęła swoją przestrzeń powietrzną dla samolotów z Białorusi, zakazała importu prądu itd. Wydawało się, że dwuznaczność w stosunkach Ukrainy z reżimem Łukaszenki się zakończyła. Jednak w ciągu następnych kilku miesięcy po porwaniu Pratasiewicza retoryka ukraińskich władz wobec reżimu Łukaszenki znowu powróciła do okresu ciszy. Ponadto we wrześniu 2021 roku w rządzącej partii „Sługa Narodu” pojawiły się głosy częściowo przychylne Łukaszence, co może być sygnałem możliwości powrotu do rozdzielenia „stosunków politycznych od stosunków gospodarczych”. Takim głosem stał się poseł Rady Najwyższej, głowa Komitetu ds. finansów, podatkowej i celnej polityki Ukrainy Danyło Hetmancew. W sierpniu, reagując na słowa Łukaszenki mówiącego, że może „rzucić Ukrainę na kolana”, zakazawszy eksportu paliwa, Hetmancew wyraził przekonanie, że takich działań „ze strony Białorusi” nie będzie i stwierdził, że możliwości zawieszenia importu paliw z Białorusi na Ukrainę „nawet się nie omawia”.

Natomiast 7 września na swojej stronie na Facebooku Hetmancew, reagując na słowa Petra Poroszenki na to, że „Zełeński idzie drogą Łukaszenki”, zaczął otwarcie chwalić reżim białoruskiego dyktatora. Napisał tak: „Przypomnę, że Łukaszenka jest u władzy już od 27 lat, w przeciwieństwie do Petra Ołeksijowycza [Poroszenki], który został ze wstydem wysłany na polityczną emeryturę. Zgadzam się, są to różne lata. Jednak lata, które przyniosły Białorusi dobrobyt prawie dwukrotnie wyższy niż w skutek „niesłychanych” reform piątego prezydenta. A emeryci (…) na Białorusi mogą żyć z emerytury, choćby minimalnej, całkiem znośnie„.

Stosowanie podobnej retoryki wobec Łukaszenki przez jednego z czołowych speakerów rządzącej partii może być odebrane jako gotowość ukraińskich władz do kolejnego okresu „odwilży” w ich stosunkach z białoruskim reżimem.

Jest kilka powodów tych obaw. Po pierwsze, taki okres już trwał od września 2020 roku do maja 2021 roku. I to rozdzielenie „polityki od gospodarki” miało miejsce po tym, jak Łukaszenka otwarcie zlekceważył interesy i prośby Ukrainy, oddawszy „wagnerowców” Rosji oraz zaczął agresywną retorykę wobec ukraińskich władz. Reakcja Ukrainy na porwanie Pratasiewicza w maju 2021 roku była wyrazem solidarności z europejskimi sojusznikami, jednak bezpośrednio sprawa ta nie dotyczyła Ukrainy. Dlatego więc, jeśli sprawa „wagnerowców” nie stała się dla władz ukraińskich pewną „czerwoną linią”, po której współpraca z reżimem Łukaszenki ma być maksymalnie ograniczona, to sprawa porwania Pratasiewicza tym bardziej taką „czerwoną linią” nie jest.

Po drugie, retoryka władz ukraińskich najwyższego szczebla wobec reżimu Łukaszenki globalnie się nie zmieniła. Prezydent, premier, minister spraw zagranicznych wciąż unikają ostrych komentarzy pod adresem Łukaszenki. Rząd Ukrainy nadal nie zaprosił do Ukrainy Swiatłany Cichanouskiej, a Wołodymyr Zełeński pozostaje jedyną do tej pory głową państwa Trójkąta Lubelskiego, który się z nią nie spotkał. Wszystko to wskazuje na to, że władze ukraińskie nie chcą drażnić Łukaszenki, licząc na niego w przyszłości.

Po trzecie, sam Łukaszenka, mimo agresywnej retoryki, nie stosuje realnych wrogich kroków wobec Ukrainy.

Kiedy w lipcu ogłosił zamknięcie granicy białorusko-ukraińskiej, był to raczej nacisk psychologiczny, w praktyce granica nadal pracuje w zwykłym trybie. W odróżnieniu od Litwy i Polski, na Ukrainę nie ma prób przesyłania setek nielegalnych migrantów z terytorium Białorusi. Mimo ciągłych gróźb Łukaszenki, ze strony Białorusi prawie też nie ma realnego nacisku gospodarczego na Ukrainę.

Po czwarte, niektóre sankcje wprowadzone z obu stron mają działać dopiero do jesieni 2021 roku. Chodzi tu przede wszystkim o zakaz importu prądu z Białorusi, który był wprowadzony na Ukrainie po porwaniu Pratasiewicza. Zakaz ten obowiązuje do 1 października. Zważywszy, że zimą 2020/2021 import prądu z białoruskiej elektrowni był uzasadniony koniecznością potrzeb Ukrainy w zimowym okresie, nie jest wykluczone, że po 1 października władze Ukrainy wrócą do podobnej retoryki. Poza tym, licencjonowanie dla importu ukraińskich towarów wprowadzone przez reżim Łukaszenki w maju jako odpowiedź na ukraińskie sankcje, też działa tylko przez 6 miesięcy, czyli do listopada 2021 roku, po czym może nie zostać przedłużone.

Biorąc pod uwagę te czynniki, wypowiedź Hetmancewa można traktować jako przygotowywanie ukraińskiej opinii publicznej do pewnych ustępstw wobec reżimu Łukaszenki, do jakich może dojść jesienią 2021 roku. Oczywiście, nie może to być powrót do poziomu stosunków w okresie 2014-2020, jednak całkiem możliwe, że władze ukraińskie wrócą do polityki deklaratywnego „dołączenia do sankcji unijnych”, która w praktyce nie przeszkadza rozwojowi handlu i współpracy gospodarczej pomiędzy Ukrainą a reżimem Alaksandra Łukaszenki.

Zdjęcie: ITC.ua

Autor: Oleksandr Shevchenko

absolwent stosunków międzynarodowych na Odeskim Uniwersytecie Narodowym oraz Studium Europy Wschodniej Uniwersytetu Warszawskiego. Doktorant Instytutu Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. Pracował w departamencie integracji europejskiej Ministerstwa Rozwoju Gospodarczego Ukrainy. Analityk Europejskiego Centrum Projektów Pozarządowych. Członek Zespołu Analitycznego „Białoruś w regionie”.

Zobacz wszystkie wpisy od Oleksandr Shevchenko → Zobacz całą redakcję portalu →

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *