Terroryzm Łukaszenki: czym grozi dyktatorowi sprawa Ryanaira?

W dniu 18 maja zamknięto najpopularniejszy w kraju portal internetowy TUT.by. Przeprowadzono rewizje zarówno w redakcji, jak i w mieszkaniach dziennikarzy – zatrzymano 15 pracowników portalu.

W dodatku, w niedzielę 23 maja Łukaszenka dokonał bezpośredniego aktu terroryzmu państwowego. Białoruskie myśliwce zmusiły samolot linii lotniczych Ryanair, lecący na trasie Ateny-Wilno, do lądowania w Mińsku. Po przymusowym lądowaniu aresztowano Ramana Pratasiewicza, założyciela i byłego redaktora opozycyjnego kanału Nexta na komunikatorze Telegram.

Unia Europejska będzie zmuszona do zaostrzenia sankcji wobec Łukaszenki. Takie stanowisko już wyrazili przedstawiciele Polski i Litwy. Wielka Brytania ostrzegła przed „poważnymi konsekwencjami”. Sekretarz generalny NATO Jens Stoltenberg nazwał sytuację „niebezpiecznym incydentem, który wymaga międzynarodowego śledztwa”.

Ministrowie spraw zagranicznych Czech, Niemiec, Łotwy, Polski, Stanów Zjednoczonych, Estonii, Irlandii, Litwy i Wielkiej Brytanii podpisali wspólne oświadczenie, w którym potępili groźby użycia przemocy wobec cywilnego samolotu. Łukaszenka dopuścił się aktu piractwa na trasie między dwoma państwami członkowskimi NATO i UE.

Litewska policja wszczęła już dwa śledztwa w sprawie porwania samolotu w Mińsku i przymusowego lądowania. Tak ostra reakcja znacząco zwiększa prawdopodobieństwo rychłego zaostrzenia sankcji wobec Białorusi.

Dlaczego samozwańczy prezydent Łukaszenka zdecydował się na taką eskalację? Zwłaszcza w sytuacji, gdy protesty w kraju zostały stłumione, a jego władza w najbliższym czasie nie wydaje się być zagrożona?

Od odpowiedzi na te pytania zależeć będzie ocena dalszych kroków Łukaszenki.

Polowanie na opozycjonistę

„Na lotnisku chyba mnie śledził kagiebista… Najśmieszniejsze jest, że był za mną w kolejce do kontroli dokumentów, ale po prostu odwrócił się i wyszedł. Już przy samej bramce. Próbował jeszcze telefonem sfotografować moje dokumenty, kiedy otwierałem formularze elektroniczne” – pisał przed odlotem samolotu białoruski opozycjonista Raman Pratasiewicz.

Najwyraźniej służby bezpieczeństwa (białoruskie lub rosyjskie) już od dawna „prowadziły” Pratasiewicza. Gdy tylko samolot Ryanair wleciał w przestrzeń powietrzną Białorusi, białoruscy kontrolerzy ruchu lotniczego zaczęli domagać się awaryjnego lądowania, twierdząc, że na pokładzie mogą znajdować się materiały wybuchowe. Polecenie zawrócenia samolotu wydał osobiście Łukaszenka.

Myśliwiec MiG-29 białoruskich sił powietrznych, uzbrojony w rakiety powietrze-powietrze, wzbił się w powietrze i przechwycił samolot pasażerski. MiG zmusił samolot do zawrócenia na około 30 kilometrów przed granicą z Litwą. Samolot oraz pasażerów przetrzymano około pięciu godzin na lotnisku w Mińsku, po czym pozwolono na kontynuację lotu. Zgodnie z oczekiwaniami na pokładzie nie znaleziono materiałów wybuchowych.

Jednocześnie, zdaniem białoruskiej opozycji, sześcioro pasażerów – dwóch Białorusinów i czterech Rosjan – pozostało w Mińsku. Wśród nich był Raman Pratasiewicz, którego aresztowano zaraz po wylądowaniu. Poinformowano także o aresztowaniu jego dziewczyny.

Pratasiewiczowi grozi do 15 lat więzienia. Zarzuca mu się „umyślne działania mające na celu podżeganie do nienawiści społecznej przeciwko grupom zawodowym” [jak podaje MSW RB tymi grupami są przedstawiciele białoruskich władz i organów ochrony porządku prawnego – komentarz KW]. W przypadku przedstawienia mu zarzutów o terroryzm, może mu grozić kara śmierci. Białoruś jest jedynym krajem europejskim, w którym kara śmierci nie została jeszcze zniesiona.

„Kiedy chłopak się zorientował, że schodzimy do lądowania, wpadł w panikę. Wszyscy zostaliśmy wyprowadzeni z samolotu, psy obwąchały nasze rzeczy. Zabrali chłopaka na bok, jego rzeczy wyrzucili na pas startowy. Zapytaliśmy, co się stało. Powiedział nam, kim jest i dodał: „grozi mi tu kara śmierci”. Uspokoił się już trochę, ale wciąż drżał. Cały czas stał przy nim funkcjonariusz, po chwili go zabrali” – opisuje sytuację jeden z pasażerów.

“Akt terroryzmu państwowego”

Zmuszenie samolotu tranzytowego do lądowania przy użyciu myśliwca jest wydarzeniem bezprecedensowym. Choćby dlatego, że państwa gwarantują niezakłócony tranzyt lotniczy przez swoją przestrzeń powietrzną. Tak brutalne pogwałcenie norm międzynarodowych spowodowało ostrą reakcję państw zachodnich. Niektórzy przywódcy światowi już wprost nazwali działania Mińska terroryzmem państwowym.

„Zdecydowanie potępiam zatrzymanie Ramana Pratasiewicza przez władze białoruskie po porwaniu samolotu pasażerskiego firmy Ryanair. To jest akt terroryzmu państwowego” – napisał polski premier Mateusz Morawiecki.

Premierka Litwy Ingrida Šimonytė podobnie ocenia tę sytuację.

Litewski prezydent Gitanas Nausėda już 24 maja wezwał do przedyskutowania tej kwestii na szczycie UE. „Wzywam NATO i UE do natychmiastowej reakcji na zagrożenie, jakie dla międzynarodowego lotnictwa cywilnego stwarza reżim na Białorusi” – dodał.

Czy UE podejmie zdecydowane działania?

Najsilniejszą reakcją byłoby uznanie białoruskiego reżimu za terrorystyczny. Jednak póki co, krok ten wydaje się mało prawdopodobny. Bardziej realna wydaje się decyzja o zawieszeniu tranzytu lotniczego przez białoruską przestrzeń powietrzną, w tym lotów do i z Białorusi, a także lotów białoruskich linii lotniczych Belavia. ICAO – Międzynarodowa Organizacja Lotnictwa Cywilnego – wezwała już do podjęcia takiej decyzji. Ten krok doprowadzi co najmniej do wzmocnienia międzynarodowej izolacji Łukaszenki i zmniejszy możliwość finansowania zbrodniczego reżimu. Nie można jednak wykluczyć, że nawet ten krok okaże się ponad siły UE i europejscy przywódcy ograniczą się do jeszcze jednego wyrazu zaniepokojenia, odkładając kwestie nowych sankcji na później.

Łukaszenka strzela sobie w kolano

Działania Łukaszenki wzbudziły już podziw wśród wielu „przyjaciół Putina”, którzy wspierają działalność białoruskiego KGB, także w Ukrainie. Oprócz przedstawicieli „Platformy Opozycyjnej – Za Życie” okazał się nim być również deputowany „Sługi Narodu” Jewgienij Szewczenko.

Nasuwa się pytanie: po co to białoruskiemu dyktatorowi?

Prawdopodobieństwo, że UE nie ograniczy się do wyrażenia głębokiego zaniepokojenia i nałoży nowe sankcje, jest dość wysokie. Szczególnie zważywszy na demonstracyjne lekceważenie prawa międzynarodowego ze strony Mińska. Nowe sankcje, nawet jeśli nie będą bardzo ostre, tylko pogłębią problemy w białoruskiej gospodarce, a to zwiększy zależność Łukaszenki od dotacji finansowych z Rosji. Biorąc to wszystko pod uwagę, trudno przedstawić mocne argumenty przemawiające za aresztowaniem Ramana Pratasiewicza.

Na początku białoruskich protestów dużą popularność zdobył kanał telegramowy Nexta, ale jego wpływy malały wraz z liczbą akcji protestacyjnych. Po co tworzyć nowe problemy w relacjach z Zachodem, skoro protesty zostały praktycznie stłumione i nic nie zagraża reżimowi Łukaszenki w najbliższej przyszłości?

Od końca ubiegłego roku przeciwnikom Łukaszenki ani razu nie udało się przeprowadzić akcji ulicznej na dużą skalę. Władzom białoruskim udało się zablokować protest podczas obchodów Dnia Wolności 25 marca i od tego czasu w kraju nie odbywają się już żadne masowe akcje protestacyjne.

Podobnie sprawa się ma z niedawnym zamknięciem portalu TUT.by – co również wywołało ostrą reakcję Zachodu. Oficjalny status medium władze odebrały portalowi w ubiegłym roku na początku protestów. Mogły w każdej chwili zamknąć portal, ale tego nie zrobiły. Taki brak reakcji miał swoje przyczyny. TUT.by to nie tylko największy portal informacyjny na Białorusi, czytany przez prawie połowę internautów kraju. Był to portal niezależny, a nie opozycyjny. W związku z tym, zamknięcie TUT.by zmusi jego czytelników do przeniesienia się na inne portale. I raczej nie będą to media prorządowe. Innymi słowy, władze popychają Białorusinów w kierunku większej radykalizacji.

Podejmując taki krok, Łukaszenka ostatecznie oczyszcza wewnętrzne pole polityczne i pokazuje mieszkańcom Białorusi: protesty zostały stłumione, teraz czas rozprawić się ze wszystkimi dysydentami. Mamy długie ręce i dosięgniemy was wszędzie.

Zamknięcie TUT.by i aresztowanie Pratasiewicza mają ze sobą coś wspólnego: mają niewielki wpływ na sytuację wewnątrz Białorusi, ale stwarzają Łukaszence poważne problemy międzynarodowe.

Mogą być co najmniej dwa wytłumaczenia tej sytuacji.

System samozniszczenia

Jednym z głównych sekretów politycznej długowieczności samozwańczego prezydenta Białorusi jest jego umiejętność balansowania pomiędzy Zachodem a Rosją. Wymuszone zbliżenie z Rosją po kolejnej rundzie zachodnich sankcji trwało zwykle kilka lat, po czym Łukaszenka stopniowo ocieplał stosunki z Zachodem, uwalniając więźniów politycznych i nieco liberalizując reżim.

Tak było ostatnim razem – sankcje nałożone w 2010 roku zostały częściowo zawieszone w 2015 roku. A to pozwalało Łukaszence unikać objęć Putina i nie dopuścić do głębszej integracji z Rosją.

Strategia ta dała białoruskim analitykom politycznym podstawy, by sądzić, że niedługo Mińsk ponownie podejmie próbę wznowienia dialogu z Zachodem. Choć zbrodnie popełnione na własnej ludności po wyborach 2020 roku znacznie zmniejszają prawdopodobieństwo nowego ocieplenia z Zachodem, to jednak nie wykluczają go całkowicie – wcześniej Łukaszence uchodziło na sucho nawet zabijanie swoich przeciwników politycznych.

Zgodnie z tą logiką, obecne działania Mińska są korzystne przede wszystkim dla Kremla, ponieważ jeszcze bardziej zawężają, i tak już niewielkie, pole dialogu Łukaszenki z Zachodem i jeszcze bardziej uzależniają go od Rosji.

W tym przypadku zaangażowanie rosyjskich służb specjalnych w operację z samolotem Ryanair wygląda całkiem prawdopodobnie. Rosja ma interes w dalszym pogarszaniu stosunków Mińska z Zachodem.

Jednocześnie wersja zakładająca bezpośrednią interwencję Federacji Rosyjskiej nie wyjaśnia innych głośnych wydarzeń: zamknięcia TUT.by, zrównania biało-czerwono-białych symboli z nazistowskimi czy przyjęcia ustawy, pozwalającej na użycie broni palnej przeciwko protestującym.

Dlatego inne wyjaśnienie wydaje się bardziej prawdopodobne.

Protesty w 2020 roku wywarły znaczący wpływ na reżim Łukaszenki. Jeśli wcześniej było miejsce dla „systemowych liberałów”, to teraz zastąpili ich przedstawiciele sektora siłowego.

Ale poleganie wyłącznie na ludziach tego typu ma swoją specyfikę. Teraz białoruski reżim jest skazany na szukanie nowych wrogów – organy bezpieczeństwa muszą udowodnić swoją niezbędność. I choć na krótką metę pomaga to utrzymać sytuację pod kontrolą, to jednocześnie skraca czas życia reżimu. System polityczny, zbudowany przez Łukaszenkę, stopniowo przechodzi w fazę samozniszczenia.

Autorzy: Maria Avdeeva, Jurij Panchenko

Tłumaczenie: Kacper Wańczyk

Źródło: iSANS

Źródło pierwotne: Europejska Prawda

Zdjęcie: iSANS

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *