Polska potrzebuje Białorusi, ale nie energii z rosyjskiego atomu w Ostrowcu

Polska potrzebuje współpracy z Białorusią, ale nie energii z Elektrowni Ostrowiec budowanej przez rosyjski Rosatom, która może nadal stać się narzędziem polityki zagranicznej Kremla. Białorusini i Rosjanie liczą prawdopodobnie na korzystne zmiany w Warszawie i w Wilnie.

Pierwszy blok obiektu w Ostrowcu ma rozpocząć pracę w listopadzie 2020 roku. Elektrownia ma osiągnąć moc 2040 MW w 2022 roku. Jej budowa notuje opóźnienie z różnych powodów, do których należy dodać najnowszy, czyli kryzys ekonomiczny wywołany pandemią koronawirusa. Pierwotnie energia miała być przeznaczona na eksport do Unii Europejskiej i w dyskusji na jej temat była traktowana jako potencjalne zagrożenie dla krajowych mocy wytwórczych w Polsce oraz sposób na zablokowanie projektu elektrowni jądrowej na terytorium polskim lub krajów bałtyckich.

Odmowa importu energii z Elektrowni Ostrowiec na Litwie oraz rozebranie połączenia elektroenergetycznego z Polską ograniczyło możliwość wykorzystania tego obiektu do celów polityki zagranicznej Kremla wobec Unii Europejskiej. Ostrowiec pozostaje jednak narzędziem w relacjach z Białorusią, znajdującą się w ponownej izolacji po krwawej rozprawie reżimu Aleksandra Łukaszenki z opozycją po sfałszowanych wyborach prezydenckich w sierpniu 2020 roku.

Chociaż koszt elektrowni jądrowych jest kalkulowany w dziesiątkach miliardów dolarów za reaktor, to energia z nich pochodząca jest tania. Ministerstwo Energii Białorusi szacuje, że koszt energii z Ostrowca będzie o około 17% niższy od innych źródeł w tym kraju. Z jednej strony jest to szansa na większą konkurencyjność gospodarki białoruskiej, ale z drugiej wyzwanie w postaci mniejszej rentowności bloków krajowych, które będą musiały zostać dofinansowane z budżetu, w którym zostanie mniej pieniędzy na inne cele. Z tego względu należy się spodziewać, że Białorusini i Rosjanie będą dalej współpracować na rzecz uruchomienia eksportu energii z Ostrowca do Unii Europejskiej licząc na zmiany polityczne w Polsce lub na Litwie.

Polska ma dostęp do wielu źródeł taniej energii z importu z naciskiem na rynek europejski, na którym także działają elektrownie jądrowe, na przykład w Szwecji, której sektor energetyczny eksportuje energię przez Litwę na rynek kontynentalny. Rząd polski póki co twierdzi, że zamierza zbudować własną elektrownię jądrową i z tego względu nie zamierza importować energii od konkurencji na Białorusi (ani też z Elektrowni Chmielnicki na Ukrainie). Polska nie potrzebuje zatem energii z rosyjskiego atomu powstającego w kraju Aleksandra Łukaszenki. Nie oznacza to jednak, że nie ma przestrzeni do współpracy gospodarczej pożądanej z punktu widzenia wschodniej polityki Rzeczpospolitej, zmierzającej do ograniczenia wpływów rosyjskich w krajach posowieckich.

Można sobie wyobrazić, że w odległej przyszłości Białoruś pójdzie śladem Ukrainy i będzie integrować system elektroenergetyczny z Unią Europejską poprzez wdrażanie regulacji oraz udrażnianie połączeń elektroenergetycznych. Taki parasol ochrony mógłby pozwolić na włączenie Elektrowni Ostrowiec do systemu europejskiego i wykorzystanie jej z korzyścią dla klientów po obu stronach Buga. Wówczas jednak regulacje antymonopolowe ograniczyłyby możliwość wykorzystania Ostrowca przez Kreml do celów politycznych.

Jednakże taki scenariusz jest na razie mało prawdopodobny. Tymczasowe otwarcie Mińska na współpracę gospodarczą, w tym energetyczną, z Warszawą symbolizowane przez testowe dostawy ropy z USA oraz rozmowy o uruchomieniu dostaw rewersowych przez Ropociąg Przyjaźń przez Polskę, zakończyło się po krwawej rozprawie Łukaszenki z opozycją latem tego roku.

Gazociągi znajdują się pod kontrolą Gazpromu, sektor naftowy wraca do uzależnienia od przerobu ropy rosyjskiej, elektroenergetyka nie daje przestrzeni do współpracy z Polakami. W ten sposób Mińsk skazawszy się na ostracyzm, jest znów zdany na łaskę Kremla, który pozbawia go suwerenności w polityce energetycznej, a w przyszłości może jej pozbawić w ogóle.

Zdjęcie: BelAES

Wojciech Jakóbik

Autor: Wojciech Jakóbik

redaktor naczelny BiznesAlert.pl, analityk sektora energetycznego. Absolwent Uniwersytetu Jagiellońskiego. Zajmuje się stosunkami międzynarodowymi i energetyką od 2009 roku.

Zobacz wszystkie wpisy od Wojciech Jakóbik → Zobacz całą redakcję portalu →

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *