Lilia Szewcowa: Białoruś i ten cyniczny tchórzliwy świat

Dramat Białorusi kończy proces rozpadu ZSRS. To właśnie Białorusini stawiają w tym procesie kropkę nad i, odmrażając ostanie fragmenty sowieckości. Protesty na Białorusi okazały się wydarzeniem, na które nie były przygotowane ani Rosja, ani Zachód. Białoruś udowodniła, że konflikt pomiędzy jedynowładztwem i jego wyborczą legitymizacją można rozstrzygnąć odrzuciwszy albo wybory, albo jedynowładztwo. W innym przypadku kraj będzie się buntować. Białoruś stała się testem dla Zachodu jako światowego strażnika wartości demokratycznych. Zachód tego testu nie zdał. Oby tylko nie powtórzył się ukraiński scenariusz, oby tylko nie prowokować Rosji – te lęki kształtowały reakcję Zachodu na białoruski sierpień.

Problem jednak nie tkwi w hipokryzji zachodnich elit, lecz w zachodnim modelu działania, który przewiduje rozwiązywanie konfliktów poprzez zawieranie kompromisu. Takiego modelu nie da się jednak zastosować do konfliktu społeczeństwa z dyktatorem, jeżeli ten nie jest skłonny ustąpić. Co więcej, Zachód nie jest gotowy do konfrontacji z posiadającym broń atomową państwem, które postrzega świat przez pryzmat równowagi sił i powstrzymywania.

Kreml nie może nie odczuwać satysfakcji. Przecież liberalne demokracje uznały rosyjską strefę wpływów i to, że Białoruś się w niej znajduje. Dla zachodnich społeczeństw najlepszym rozwiązaniem byłby „scenariusz ormiański”, o czym zresztą mówią sami politycy zachodni (już z nostalgią). Krótko mówiąc: zmiana władzy, ale z utrzymaniem Białorusi w strefie interesów Rosji. Ta jednak wybrała inny scenariusz: utrzymanie Białorusi w strefie własnych wpływów, ale też utrzymanie Aleksandra Łukaszenki. Prezydent Władimir Putin w wywiadzie z dnia 27 sierpnia 2020 poparł Łukaszenkę, obiecując mu „wsparcie pracowników organów ochrony prawa”, kiedy sytuacja „zacznie wymykać się spod kontroli”. To ostrzeżenie Putina, skierowane wobec Zachodu i wobec opozycji na Białorusi: „dostaniecie po łapach”.

Kreml uznał, że może umocnić swoją pozycję „głównego” gracza w regionie. Nastroje w Rosji zaś, sądząc po tym, że 57% respondentów popiera Łukaszenkę a tylko 25% pozytywnie odnosi się do protestujących (sondaż Centrum Lewady), wzmacniają wybór Kremla. Putin rozwiał wątpliwości: Moskwa nie odda Łukaszenki. Na razie!

Rodzi się od razu pytanie: czy rosyjska „pomoc” zostanie wysłana, kiedy na ulice wyjdą setki tysięcy ludzi? Czy jest to groźba, która ma zdusić protesty? Jednak Putin raczej ma nadzieję (czy jest pewien?), że Białorusini nie będą kusić losu. Co się jednak stanie, jeżeli zdecydują inaczej? Wtedy Białoruś stanie się dla Moskwy wyzwaniem. Nie jest jasne, na czym Moskwa opiera swoje nadzieje na uspokojenie się zwierza, który wpadł w potrzask.

Łukaszenka nie jest typem przywódcy, który pójdzie do Kremla na kolanach. Będzie raczej zwodzić, kłamać, szantażować. Gdzie są gwarancje, że nie zorganizuje prowokacji na granicach z państwami NATO, za które przyjdzie odpowiadać Moskwie? To oczywiste, że w sytuacji zagrożenia dla jego władzy zorganizuje „atak ekstremalnych elementów”.

Putin stał się przecież teraz zakładnikiem publicznie, przed całym narodem, wypowiedzianej obietnicy wsparcia Łukaszenki. Rzecz jasna Kreml będzie rozważał wymianę Baćki. Bo Łukaszenka z całą pewnością będzie wystawiał na próbę cierpliwość Putina. A to nie stworzy najlepszych warunków do panowania nad państwem-wasalem. Na razie jednak wymiana przywódcy to sprawa przyszłości.

Poparcie dla Łukaszenki oznacza, że Rosja bierze na siebie koszty utrzymania białoruskiej gospodarki i odpowiedzialność za jego przemoc. Wręcz szokująca jest ta błyskawiczna pomoc, którą Moskwa obiecała Łukaszence: Putin zamierza sfinansować białoruski dług (jeden miliard dolarów USA). Czy jednak rosyjscy podatnicy są na to gotowi? Zrobiwszy z Białorusi państwo buforowe, Rosja jednocześnie otrzymuje państwo-bankruta. Cóż za potęga strategiczna! Byłoby dziwne, gdyby poparcie dla Łukaszenki ze strony Kremla nie wywołało wśród Białorusinów antyrosyjskich nastrojów. W takim wypadku konflikt pomiędzy władzą i społeczeństwem na Białorusi przekształci się w kryzys geopolityczny, kiedy Białorusini poddadzą w wątpliwość „braterskie stosunki” z Rosją.

Popierając Łukaszenkę, Rosja bierze na siebie odpowiedzialność za jego sadyzm i przemoc; za pobitych, zatrzymanych i tych, którzy zaginęli bez śladu. Rosja przejmuje też odpowiedzialność za gotowość Łukaszenki do przekształcenia Białorusi w stalingradzki bastion wojny z Zachodem. Białoruś umożliwiła Putinowi powrót do statusu globalnego rozgrywającego. Teraz nie można już sobie wyobrazić polityki globalnej bez rosyjskiego prezydenta. Musimy jednak jeszcze obliczyć cenę pacyfikacji Białorusi.

Nie będziemy jednak całkowicie skreślać Zachodu. Oczywiście – liberalne demokracje nie rozwiązały problemu białoruskiego. Ale Białoruś ma w Europie wsparcie w postaci państw bałtyckich, skandynawskich i Polski. Dziesiątki tysięcy ludzi na Litwie, którzy utworzyli żywy łańcuch, aby podtrzymać białoruski protest – to są czynniki siły moralnej. Machina Zachodu rozkręca się powoli. Kiedy wreszcie ruszy, trudno ją jednak zatrzymać. Pozostaje otwartym pytanie, czy jest ona gotowa ruszyć. I jeszcze jedno – jak długo Białorusini mają czekać na rozpoczęcie ruchu tej machiny? Na razie świat będzie patrzył na Rosję przez pryzmat Białorusi. Bo to Kreml wziął na siebie ciężar bycia „decydentem” i przygotował dla Białorusi „odwód” policyjny.

I jeszcze jedno: w jaki sposób Kreml jest w stanie pomóc rozwiązać konflikt na Białorusi pomiędzy narodem i dyktatorem, skoro nie radzi sobie z własnym konfliktem z narodem w Kraju Chabarowskim?! A może Białoruś jest próbą przed rozwiązaniem problemów rosyjskich?

Tłumaczenie: Hubert Łaszkiewicz

Źródło: iSANS

Zdjęcie: Esquire

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *